Thursday, December 14, 2017

Rybicki/Kozera - Xu (2017)

Rybicki/Kozera

Mateusz Rybicki - clarinet, bass clarinet, kalimba
Zbigniew Kozera - double bass, kalimba

Xu

MULTIKULTI MPI 036



By Piotr Wojdat

Kolejne wydawnictwo z cyklu "Improvised Music Series", który zapoczątkowała i z dużą konsekwencją kontynuuje poznańska oficyna Multikulti Project, na pierwszy rzut oka powinno zwiastować muzykę o silnym ładunku emocjonalnym i huraganowej ekspresji. Instrumentalne szarże, porywcze solówki, eksperymenty z brzmieniem i technikami gry - to wszystko mogłoby się i znaleźć na albumie duetu Rybicki/Kozera.

Przywołani przeze mnie artyści, choć nie są wciąż bardzo rozpoznawalni na naszej scenie muzycznej, mają wystarczające umiejętności na to, by grać ostry jak brzytwa awangardowy jazz. Udowodnili to m.in. w ramach pięciodniowej rezydencji Petera Brötzmanna w Pardon, To Tu, która miała miejsce w 2016 roku. Na "Xu" pokazują jednak, że improwizacja może mieć zupełnie inne oblicze: dużo bardziej stonowane, kameralne, ale i wciąż odznaczające się poszukującym charakterem.

Klarnecista Mateusz Rybicki i kontrabasista Zbigniew Kozera współpracują ze sobą już od dłuższego czasu. Są wyróżniającymi się postaciami wrocławskiej sceny muzyki jazzowej i eksperymentalnej, a na swoim koncie mają występy u boku Piotra Damasiewicza, Wacława Zimpla, Macieja Obary, czy Mikołaja Trzaski. Razem z basistą Jakubem Cywińskim oraz perkusistą Wojciechem Romanowskim tworzyli kwartet Owl Mountains. Na "Xu" słuchamy jak radzą sobie w duecie na klarnety i kontrabas oraz afrykański instrument kalimba, którego popularyzację w tej części świata zawdzięczamy kongijskiej formacji Konono Nº 1.

Jak już wspomniałem we wstępie, na płycie Rybickiego i Kozery nie uświadczymy szybkich zmian tempa oraz ciągłego napinania free jazzowych muskułów. Dominuje tu raczej klarowna narracja, niespieszne nawiązywanie dialogów i intymna, choć daleka od pretensjonalności atmosfera. Klarnecista snuje nieoczywiste melodie, przywołuje na myśl prawie namacalne filmowe skojarzenia, a kontrabas i egzotycznie brzmiąca kalimba spełniają na wydawnictwie funkcję sekcji rytmicznej.

"Xu" to album, któremu warto poświęcić nieco więcej czasu, żeby docenić jego zawartość i dać mu w pełni wybrzmieć. Nie jest to muzyka od razu chwytająca za gardło i wywołująca nagłe emocje. Jej siłą jest spokój, swobodne budowanie napięcia i klimatu oraz wyczucie w prowadzeniu narracji. Rybicki i Kozera doskonale odnaleźli się w repertuarze kameralnym, a ich muzyka, choć surowa i minimalistyczna, może silnie oddziaływać na wyobraźnię i sprawdza się w obecnych warunkach pogodowych, które widzimy za oknem.

Wednesday, December 13, 2017

LOVE – E Bik Dangam Lan (2017)

LOVE

Lo Ersare - vocal
Jędrzej Łagodziński - tenor saxophone, vocal
Petter Rylén - piano
Rasmus Kjærgård Lund - tuba
Tomo Jacobson - double bass
Szymon Gąsiorek - drums

E Bik Dangam Lan


LOVE & BEAUTY 03

By Adam Baruch

This is the debut album by the ensemble LOVE, led by Polish (resident in Denmark) saxophonist/composer Jędrzej Łagodziński, who is also a member of the Love And Beauty Seekers trio. The ensemble includes two additional Polish musicians: bassist Tomo Jacobson and drummer Szymon Gąsiorek and three Scandinavian musicians: vocalist Lo Ersare, tuba player Rasmus Kjaergard Lund and pianist Petter Rylen. The album presents eight original compositions, all by the leader.

The music is an amalgam of contemplative chants/songs and passages of Jazz improvisations based on the basic melodies. The unusual instrumentation and overall stylistic aesthetic creates a dreamlike continuity, which moves from one track to another, with long quiet passages which build up to a crescendo eruptions and then return again to more melodic and quiet moments. The music has some characteristic of a religious/spiritual ceremony and the poems used as part of the lyrics emphasize that atmosphere.

The problem with albums like this one is that it might appeal to a very limited audience, as it falls between categories: it is not a Jazz album per se and it is not a meditation/relaxation album as well. In short, only open-minded listeners, who like surprises and adventure in the music they listen to, might love listening to it. Personally I've had a great fun listening to this album and recommend it to my fellow unconventional music lovers. Based on his recording activity Łagodziński clearly emerges as a versatile composer/instrumentalist and is certainly worth being closely watched in the future, as his output so far is definitely very promising.

Monday, December 11, 2017

Maciej Sikała Septet - Live In Klub Żak (2017)

Maciej Sikała Septet

Maciej Sikała - tenor & soprano saxophones
Robert Majewski - trumpet, flugelhorn
Grzegorz Nagórski - trombone
Tomasz Klepczyński - bass clarinet
Piotr Wyleżoł - piano
Andrzej Święs - double bass
Sebastian Frankiewicz - drums

Live In Klub Żak

SOLITO 762

By Jędrzej Janicki

Septet to bardzo ciekawa formuła dla zespołu jazzowego. Unika ona ograniczeń, jakie niesie ze sobą gra w mniejszych składach, a nie popada jeszcze w bigbandową schematyczność. Pozostawia wiele przestrzeni na aranżacyjną dowolność, lecz brzmienie nie jest przeładowane. Bardzo dobrym przykładem potwierdzającym tę opinie jest płyta "Live In Klub Żak" septetu Macieja Sikały. 

Maciej Sikała to saksofonista wielce zasłużony na polskiej scenie jazzowej, który swobodnie porusza się w różnych muzycznych obszarach. Awangardowe nagrania z zespołem Miłość, projekt Chopin z Krzysztofem Herdzinem, czy świetna płyta "To Kiss The Ivories" nagrana z pianistą Wojciechem Niedzielą to tylko niektóre z jego artystycznych przedsięwzięć. Dowodzony przez niego septet to swego rodzaju dream team złożony z uznanych w środowisku polskich instrumentalistów. Trębacz Robert Majewski, puzonista Grzegorz Nagórski, klarnecista Tomasz Klepczyński, pianista Piotr Wyleżoł, kontrabasista Andrzej Święs i perkusista Sebastian Frankiewicz to muzycy rozchwytywani na polskiej scenie jazzowej (i nie tylko jazzowej). Zapis ich wspólnego koncertu z festiwalu Jazz Jantar 2017 ujrzał światło dzienne, stając się jedną z najciekawszych koncertówek roku 2017. 

Niezłe wyobrażenie o stylu zespołu daje już otwierająca płytę "Zmowa Miauczenia", którą charakteryzuje niewymuszony podkład, na tle którego panowie mają kilka chwil na poprowadzenie swoich partii solowych. Wszystko to zagrane z dużym luzem i pełnym profesjonalizmem. Na szczególną uwagę zasługuje dyskretne tło tworzone przez pianistę Piotra Wyleżoła, zwieńczone jego prześliczną solówką. Delikatny nastrój podtrzymany jest w utworze "Nie Na Temat" zbudowanym na podstawie tajemniczej melodii stworzonej przez Sikałę. Jako miłośnik wszelkiego rodzaju basowych dźwięków chciałbym również wyróżnić intro do "Septymozy Małej" zagrane przez Andrzeja Święsa - aranżacja tej kompozycji przypomina trochę klasyczne bigbandowe rozwiązania. Mimo tego specyficznego zacięcia utwór ma w sobie coś z uwodzicielskiego klimatu tworzonego przez Stana Getza. Kończące cały koncert nagranie "A Bit Like Thelonious" faktycznie chwyta ducha kompozycji Theloniousa Monka. Bardziej hardbopowy rys z fantastycznymi partiami Piotra Wyleżoła pięknie podsumowuje ten koncert. 

"Live In Klub Żak" to bardzo dobra płyta oddająca klimat rasowego koncertu jazzowego. Długie utwory, rozbudowane improwizacje, oklaski po kolejnych partiach solowych to elementy, które zawsze robią wrażenie przy odbiorze jazzu. Ten album to efekt dojrzałości i świadomości poszczególnych instrumentalistów. Maciej Sikała po raz kolejny udowadnia swoją muzyczną klasę i talent.

Friday, December 8, 2017

15. Jazzowa Jesień w Bielsku-Białej !!!


By Maciej Krawiec

Podróż na festiwal jazzowy z obiecującym programem to jeden z tych pomysłów na spędzenie kilku dni poza rodzinnym miastem, które zasługują na poważne przemyślenie i czasem nawet nagięcie dotychczasowych planów. Gdy zaś w grę wchodzi zaproszenie na Jazzową Jesień w Bielsku-Białej, ten pomysł jawi się jeszcze bardziej kusząco. Wydarzenie to, którego już 15. edycja za nami, polityką repertuarową i znakomitymi warunkami obcowania z muzyką zapracowało sobie na wyjątkową pozycję, jaką pośród polskich festiwali się cieszy. 

Oprócz kwestii artystycznych – o tych za chwilę – Jazzowa Jesień przyciąga samym... miejscem, gdzie się odbywa. Bielsko-Biała to miasto wdzięczne, cieszące oczy secesyjną i neorenesansową architekturą, zachęcające do spacerów wśród kojarzącej się z Wilnem zabudowy w okolicach Rynku czy między monumentalnymi, ponad stuletnimi willami, które zwłaszcza w jesienne wieczory ukazują swój posępny, fascynujący urok. W takich okolicznościach – pośród mokrych kamienic, zatęchłych staromiejskich zakamarków, z widokiem na zamglone szczyty za miastem – aż chce się obcować ze sztuką. 

Tegoroczna Jazzowa Jesień sztuki dostarczyła niemało, w tym również tej na bardzo dobrym poziomie. Nie jestem w stanie niestety skomentować dwóch pierwszych dni festiwalu – cóż, nie samą muzyką żyć można – ominęły mnie więc występy grup Jana Garbarka, Alexiego Tuomarilii i Kurta Rosenwinkela. Ale od czwartku do niedzieli stawiałem się w Bielskim Centrum Kultury, by słuchać kolejnych koncertów.


Czwartkowy wieczór miał otworzyć rewelacyjny ormiański pianista Tigran Hamasyan, którego najnowsza płyta „An Ancient Observer” zachwyciła wielu smakoszy jazzu. Na jego solowy recital cieszyłem się szczególnie, ale niestety szyki pokrzyżowała choroba artysty – występ został odwołany, ale w jego miejsce organizatorom udało się błyskawicznie znaleźć zastępstwo. W całkiem innej stylistyce niż Ormianin, ale z pełnym profesjonalizmem i wiarygodnością w obranej estetyce, zagrała grupa Mad Skillet efektownego pianisty Johna Medeskiego. Muzyka ludyczna, energetyczna, stanowiąca połączenie funku, rocka i jazzu. Lokomotywami zespołu byli lider oraz cobhamowski perkusista Julian Addison. Koncert kwartetu Medeskiego był stosownym wprowadzeniem do drugiej części wieczoru: występu tria Dave'a Hollanda. Legendarny kontrabasista zagrał z Kevinem Eubanksem na gitarze i Obedem Calvairem na perkusji. Z początku mogło się wydawać, że będzie to oparty na wzajemnym zasłuchaniu, intuicji i bogatej wyobraźni nieprzewidywalny koncert: prym wiodła demokratyczna, swobodna i przejrzysta trójgłosowość. Z czasem jednak górę wzięły ciężkie tematy fusion i brak delikatności partnerów Hollanda, zwłaszcza męczącego Calvaire'a. Sytuacji nie uratowały ani precyzyjny, zachwycający styl gry Hollanda, ani frapujące nieraz gitarowe arabeski Eubanksa.

Uznanie mieszało się z irytacją również podczas koncertu, który otwierał kolejny dzień festiwalu. Mowa o triu Chrisa Pottera z Reubenem Rogersem na gitarze basowej i Erikiem Harlandem na perkusji. Z jednej strony ujmować mogła swoboda potoczystej improwizacji Pottera oraz jego porywająca wirtuozeria, ale z drugiej – efekciarskie pomysły Harlanda bardzo psuły spójność muzyki. Całe szczęście, że przynajmniej Rogers, o bulgoczącym i niedokładnym brzmieniu, słusznie pozostawał w tle. Dwoistość, ale o ileż bardziej pożądana, cechowała koncert Davida Virellesa z Romànem Diazem i kilkunastoosobowym Nosotros Ensemble z programem z albumu „Gnosis”. Kubański pianista zaprosił grupę kubańskich perkusistów i wokalistów pod wodzą charyzmatycznego Diaza oraz ansambl „klasyczny” (flety, klarnety, wiolonczele, altówka, perkusjonalia). Ich występ – niepozbawiony elementów teatralnych – łączył niepokojący, ludowy żywioł z latynoską tanecznością i abstrakcyjnymi skomponowanymi pasażami. Oryginalna wizja Virellesa, powściągliwie prezentująca się na albumie, w całej okazałości rozkwitła na scenie. Wyobcowanie i kolektywna zabawa. Dziwność i prostota. Żałoba i afirmacja życia.


Sobotni wieczór rozpoczął się od koncertu zespołu Tarkovsky Quartet, prowadzonego przez pianistę François Couturiera. Przyjechali do Bielska-Białej z eterycznym, wzruszającym programem z albumu „Nuit blanche”. Artyści, wśród których był Jean-Louis Matinier na akordeonie i Anja Lechner na wielonoczeli, z oddaniem wykonali delikatną muzykę Couturiera, ale nie interpretowali jej, nie przetwarzali, nie poddawali eksperymentowi. Z tej przyczyny ów występ, jakby obarczony niemocą i bezsilnością, przyniósł spory zawód.

I wreszcie koncert dyrektora artystycznego Jazzowej Jesieni Tomasza Stańki, który miał dwie odsłony. Najpierw trębacz zagrał w duecie z Davidem Virellesem, by następnie wraz z triem RGG i Adamem Pierończykiem wykonać Komedowskie „Night-Time, Daytime Requiem”, „Litanię” i balladę z filmu „Nóż w wodzie”. Występ z pianistą z początku mógł zainteresować ofensywną pracą Stańki, chcącego dominować w rozmowie z Kubańczykiem. Ten wiódł własną historię, bez kompleksów. I każdy z nich właściwie zagrał swoje, bo autentycznego dialogu, prezentującego podniecenie czy choćby głębsze porozumienie artystów, w ich występie nie było.

Zaś ku istnym głębinom muzycznej komunikacji zabrało słuchaczy trio RGG w składzie: Łukasz Ojdana na fortepianie, Maciej Garbowski na kontrabasie i Krzysztof Gradziuk na perkusji. Pianista inteligentnie dawkował dźwięki, wyczekując na stosowne momenty by maksymalnie wzbogacić muzykę. Wyobraźnia oraz niecierpliwa kreatywność Gradziuka raz po raz wybuchały, ale nigdy nie niszczyły równowagi w zespole; służyły sztuce, a nie ego. Z kolei Garbowski kontrolował całość, kierując swoją empatię to bliżej pianisty, to bliżej perkusisty, zaś jego solo w „Requiem” było tym momentem, kiedy napłynęły mi do oczu łzy. A frontmani? Stańko zniknął, ograniczając się prawie wyłącznie do grania tematów. Pierończyk wystąpił na właściwym sobie, bardzo wysokim poziomie, wyrafinowanie improwizując zarówno na saksofonie tenorowym, jak i na sopranowym. Nie ulega jednak wątpliwości, że to za sprawą doskonałej gry Ojdany, Garbowskiego i Gradziuka był to najlepszy koncert, jaki słyszałem w tym roku na Jazzowej Jesieni. I wprawdzie w niedzielę odbył się jeszcze występ The Buck Clayton Legacy Band, ale poprawnie wykonany tam jazz tradycyjny nie mógł tego stanu rzeczy zmienić.

Słowa, słowa, słowa... A gdzie dźwięki? Tutaj – w nagraniu mojej audycji Sztukmistrz, w której komentowałem bielski festiwal, muzycznie ilustrując to omówienie. Zapraszam:


Wednesday, December 6, 2017

Mateusz Pałka Trio – Sansa (2017)

Mateusz Pałka Trio

Mateusz Pałka - piano
Piotr Południak - bass
Patryk Dobosz - drums

Sansa

EMME 1704




By Adam Baruch

This is the debut album by young Polish Jazz pianist/composer Mateusz Pałka and his trio which also includes bassist Piotr Południak and drummer Patryk Dobosz. The album presents nine compositions, seven of which are originals by the leader, one is composed by Południak and one is a standard. The album was beautifully recorded at the RecPublica Studios and engineered by Maciej Stach. The album's title and artwork obviously hint as to someone's adoration of the "Game Of Thrones" imagery. The album was released by an Italian label, which means that the young Poles age definitely going places!

The music is deeply melodic and typical of contemporary mainstream European Jazz idiom, with emphasis on the Polish lyricism and melancholy, which are almost omnipresent on recordings by Polish Jazz musicians/composers. The themes are developed gradually and lingeringly, which adds to the tension this music creates and keeps the listener on edge. The overall level of composition is excellent and composition is the focus of this album.

The trio plays very well together, with the piano clearly dominating the proceedings, but the rhythm section being audible and leading the music amicably. Dobosz displays a wide array of percussive trickery, which suits the music perfectly, while Południak keeps his bass lines down to earth and solid like a rock. The overall sound and attitude of the trio is fresh and innovative, especially in view of the fact that it rarely swings in the traditional meaning of the term, but allows for a large degree of rhythmical space, which is intriguing and very effective.

Overall this is a stunning debut effort, as surprising as many other debut efforts by young Polish Jazz musicians, who seem to have found the formula to keep Jazz alive and kicking and intellectually challenging. These young lions are the hope of European Jazz, and in the not to distant future should achieve the acclaim they so well deserve. Wholeheartedly recommended!

Tuesday, December 5, 2017

Grzegorz Karnas – Power Kiss (2017)

Grzegorz Karnas

Grzegorz Karnas - vocals
Elchin Shirinov - piano
Alan Wykpisz - double bass
Grzegorz Masłowski - drums

Power Kiss

HEVHETIA 0150/0151



By Adam Baruch

This is the seventh album by Polish Jazz vocalist Grzegorz Karnas, this time recorded live during his 2016 concerts in China. The enclosed CD presents ten tracks, five of which are original compositions/improvisations by Karnas, one song (repeated twice) is by Joni Mitchell, another song (also repeated twice) is by Laurie Anderson and one is a Michał Tokaj composition. Karnas is accompanied by a piano trio, which consists of Azerbaijani pianist Elchin Shirinov and Polish bassist Alan Wykpisz and drummer Grzegorz Masłowski. The enclosed DVD presents mostly the same material included on the CD with a couple of alternate takes.

Karnas is of course the most unique Polish Jazz vocalist and his music presents a completely individual approach, which is basically incomparable with anything else in the vocal department, not only in Poland but in the whole world for that matter. He hardly ever uses words (lyrics) and most of what he utters is virtuosic vocalese unrelated to any "real" language (although here he seems to make an effort to communicate with his audiences in Chinese). His inventive use of his vocal cords and his unearthly timbre, combined with superb instrumental work by his band members always create epic results, which are beyond what one might expect within the vocal Jazz idiom.

It is absolutely amazing what these four musicians are able to achieve on stage, live and "naked". Karnas chose some of the absolutely best young musicians on the European scene, with the brilliant Shirinov creating all the melodic/harmonic background (and soloing spectacularly) and the rhythm section simply carrying the music all along on a rock-steady foundation and with exquisite inventiveness.

Overall this is a stunning piece of music, which deserves to be taught in music schools not only for its musical qualities, but primarily for the freedom of creation it symbolizes like only very few other recordings do. Every true music connoisseur should find this album enchanting, even if not immediately likeable. Music of such quality requires total involvement, nothing less.

It is great to see Karnas still able to move mountains, especially in view of his relatively sparse release schedule lately. All his albums deserve an honorable place in any serious Polish/European Jazz collection, and they are all a chronicle of an Artist, who does not rest for one moment, constantly searching for new territory and new forms of expression; a rare and precious quality for which he deserves all praise. Thank you for the gift of music!

Monday, December 4, 2017

Patrycjusz Gruszecki Trio – Something About (2017)

Patrycjusz Gruszecki Trio

Patrycjusz Gruszecki - trumpet, flugelhorn
Kajetan Galas - hammond organ
Zbigniew Lewandowski - drums

Something About


BCD 42



By Adam Baruch

This is the debut album by Polish Jazz trumpeter/composer Patrycjusz Gruszecki, recorded in a trio format with organist Kajetan Galas and drummer Zbigniew Lewandowski. The album presents twelve original compositions, all by Gruszecki. The album was recorded at the RecPublica Studios and was engineered by Łukasz Olejarczyk, with the usual superb sonic quality.

The music is well behaved mainstream Jazz, with solid compositions and great Swing/Groove feel, which sways the listener's body involuntarily from start to finish. The compositions are well structured, with the ballads being my personal favorites, but they present a consistent and well weaved musical fabric. The unusual and minimalistic lineup of trumpet/organ/drums works out perfectly and misses nothing in order to sound round and complete.

All three musicians play splendidly, as expected from Polish Jazz musicians. Personally the Hammond Organ always steals the show for me, as it has been my favorite instrument for over fifty years, but credit is due to the trio for their work as a unit, combining their personal strengths. Gruszecki has a beautiful round sound on trumpet and flugelhorn, but his improvisations are a bit withdrawn and "controlled" at times, which suits this specific recording well, but leaves the listener a bit hungry for more. Galas is superbly melodic and offers great improvised parts with his work being irreproachable all the way through. This is the third album I reviewed, which features his organ work, and he is always perfectly right on the money. Lewandowski also plays excellently, being solely responsible for the rhythmic pulsations of this music (supported by the organ's bass pedals). His percussive feel is truly exquisite, precise and outward virtuosic – something to learn from.

Overall this is a splendid debut album, catering to the listeners on the lighter side of the Jazz spectrum, but still excellent in every way, with an atypical lineup and sound, which is fresh and very effective. Wholeheartedly recommended!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...